14 marca, 2013

Siedemnaście.





każdy kogoś kocha, widać to po oczach.

dwa serca, które biją jednym wspólnym taktem.

nawet nie wyobrażasz sobie, ile dajesz mi szczęścia.

zagrać główną rolę w sztuce Twych oczu, ust, oddechu, w biciu serca.

gdy się zakochasz wszystkie Twoje zasady i postanowienia idą się jebać.

powiedz, że należę do Ciebie cała. moje włosy, oczy, ręce, piegi i serce.

zacznijmy od tego, że Cię kocham, zakończmy na tym, że nie przestanę.

takie tam brązowe oczy, takie tam niesamowite usta, taka tam miłość życia.

w momencie, kiedy patrzę w Jego źrenice tak wyraźnie widzę, swoje odbicie.

uwielbiam mieć Cię przy sobie i trzymać dłoń w Twojej dłoni. uwielbiam być tylko dla Ciebie.






uśmiecham się na samą myśl o naszym ostatnim spotkaniu, rozmowie, przytulaniu się i pocałunkach.

uwielbiałam, kiedy trzymając mnie za tyłek muskał delikatnie w usta i zatapiał się w nich całkowicie.

uwielbiam chodzić z Tobą wieczorami, przytulać się do Ciebie w każdej sytuacji i mieć tą cholerną pewność, że naprawdę Ci zależy.

wystarczy, że spojrzę w znajome, czekoladowe oczy, a troski odpływają gdzieś w odchłań. jesteśmy tylko my. cały świat staje się nieistotny.

a co, gdyby nie On? nie byłabym nigdy w tych magicznych miejscach, nie poznałabym ludzi, którzy mają mega historię, nie miałabym do czego, do kogo wracać.

księżyc oświetlił jej twarz, odbił się w oczach jeszcze piękniejszy, a ona delikatnie rozchyliła usta i patrzyła w niego jak zaczarowana. i stała tak, piękna i magiczna.

w końcu wrócił. wrócił. On. takiego, jakiego poznałam. wrócił głuptas, którego pokochałam.

rozpuszczam włosy i grzeszę myślami, wiem jak bardzo lubisz rozpuszczone włosy i wiem jak bardzo mnie pragniesz.

objął mnie i przyciągnął do siebie. położyłam głowę na Jego klatce piersiowej, wsłuchując się w bicie Jego serca. szeptem, wprost do ucha, złożył mi deklarację tego, jak bardzo tęsknił. zamknęłam oczy. ze szczęścia.

przybliżasz się do mnie. następnie przypierasz do ściany, namiętnie całując. wystarczy lekkie muśnięcie szyi i gorąc Twych delikatnych jak kaszmir warg, bym nie była wstanie wyrzucić z siebie choćby słowa. działasz na mnie jak na palacza dym tytoniowy. nie mogę się opędzić od chęci na Ciebie.








wiesz, bo dla mnie to nie jest ważne to, że pali szlugi czy pije alkohol. dla mnie ważne jest to, że mnie kocha i mogę mu zaufać.

w głośnikach nasza piosenka, w jednej ręce kubek gorącego kakao, w drugiej telefon a na ekranie lapopa jego zdjęcie - taka tam codzienność.

mówicie o nim, że jest skurwielem? ale to właśnie ten skurwiel cały czas przy mnie jest.

lubiła tracić nad sobą kontrolę, gdy był obok. lubiła ich wspólną prywatność, nic innego się wtedy nie liczyło. szkoda, że dobre chwile, tak szybko mijają, że tak bardzo myliłam się co do Ciebie.

przy nim, dostrzegam same atuty, mojego wzrostu, najistotniejszy jest ten, że mogę schować się w Jego ramionach i czuć się tak bezpiecznie.

chodź kochanie, usiądź na moim łóżku i pozwól mi położyć głowę na Twoich kolanach. albo połóż się obok mnie, przytul, pocałuj w szyję i wyszepcz, że kochasz. tyle mi wystarczy, aby dziś być szczęśliwą.

nie potrafię zapomnieć. nie mogę wymazać z serca wszystkich wspólnie spędzonych chwil. nie mogę usunąć z pamięci Ciebie. Twojego wzroku, ciepła, miłości i szyderczego uśmiechu. naprawdę, bardzo się staram, ale za cholerę nie potrafię...

tak, był czas kiedy uśmiech nie schodził mi z twarzy. gdy leżałam na łóżku, słuchając muzyki i uśmiechając się sama do siebie. gdy, wybiegłam na deszcz w samej koszulce śmiejąc się i skacząc po kałużach. gdy nie przesypiałam nocy, bo rzeczywistość była lepsza niż sen. gdy uśmiechałam się do telefonu. tak, byłam wtedy szczęśliwa.

-do cholery dziewczyno, ile jeszcze czasy masz zamiar się tym truć?! Ty naprawdę chcesz wylądować na tamtym świecie?! -o jejku, co się stało, że nagle zacząłeś się mną interesować? tamta szmata Ci już nie daje? -wykrzyczałam mu prosto w twarz. -co?! znów zaczęłaś słuchać plotek? przecież wiesz, że od naszego rozstania nie mam nikogo... wtuliłam się w niego i od tamtego momentu przestałam brać. tak niewiele potrzeba, by szybko zmienić zdanie, ale warto, jeśli jest dla kogo.

-zjebałam to. -wyjąkałam siedząc na kanapie. -oboje to zjebaliśmy. nie potrafiliśmy przyznać się do tego co do siebie czuliśmy. próbowałem. ale nie dałem rady tego z siebie wydusić, duma mi chyba nie pozwalała czekałem na Twój ruch, nie doczekałem się. tak cholernie bolała mnie Twoja obojętność. chciałem zapomnieć dlatego znalazłem sobie pocieszenie w innej. -skończył mówić i odpalił papierosa. -dajmy sobie szansę. -poprosiłam. -boję się. boję się, że znowu to zjebiemy i dalej zostanę z poszarpanym sercem. -syknął zaciągając się szlugiem -kochasz mnie? -zapytał. -cholernie. -odpowiedziałam. a Ty mnie? -rzuciłam przyciszonym głosem. zamachnął się i zwalił ze stołu całe szkoło. -kurewsko. -syknął uderzając pięścią w stół.








__________________
jutro już weekend ♥ !

jeśli kopiujecie opisy to dodawajcie
komentarze pod postem, tylko chwila :)

KOPIUJESZ = KOMENTUJESZ ♥

7 komentarzy i nowe opisy :)
Wika. ;*